Świadectwa 

Świadectwo z modlitwy wg metody 5 kluczy.

 Moja modlitwa uwolnienia odbyła się w sobotę, przeddzień niedzieli Chrztu Jezusa , dopiero później skojarzyłem tą zbieżność. Dwoje obcych dla mnie osób spędziło ze mną blisko 3 godziny przechodząc po kolei wszystkie 5 kluczy.

Długo dojrzewała we mnie świadomość , że grzechy , które często  popełniam wciąż te same , bezwład mojej woli , które pragnie dobra , a jednak przegrywa,  postanowienie poprawy , które trwa zaledwie kilkanaście godzin to wszystko sprawia ,że nie jestem wolny - a skoro nie jestem wolny - to nie potrafię kochać. A skoro nie potrafię kochać to nie ma we mnie Miłości , nie ma we mnie.
Na szczęście Bóg cały czas przy mnie był i działał na tyle na ile mógł , na tyle na ile moja sparaliżowana Wolność Go wybierała.  

Jak to zazwyczaj bywa, zbiegami różnych okoliczonści i w stosownym dla mnie czasie wpadła mi  ręce książka Neala Lozano o modlitwie uwolnienia. Ponad 2 miesiące zajęło mi umówienie się na spotkanie, trzeba było wybrać miejsce , czas, wspólnotę , upewnić się czy to aby na pewno dla mnie.  To było takie preludium , które miało  uleczyć moją zniwelowaną wolną wolę , miało być moją odpowiedzią na pytanie Chrystusa “czy wierzysz ,że mogę Cię wyleczyć i czy rzeczywiście tego pragniesz” . 
Kilka dni przed modlitwą przeczytałem jeszcze raz pierwszą cześć książki i w jednym z zaleceń była Spowiedź. Praca w drodze nie do końca pozwalała mi wypełnić to zalecenie, powierzyłem Bogu pragnienie i wracając w piątek  do domu koło godziny 16 30 postanowiłem zatrzymać się w przydrożnym Kościele , łudząc się , że na pewno o tej porze będzie to niemożliwe , a że spowiedź przychodzi mi z trudem , miałbym wytłumaczenie.  W Kościele była zakątek z wieczystą adoracją, a z tyło w kącie siedział ksiądz w konfesjonale.  Po spowiedzi wzruszyłem się głęboko , zostałem sam w kaplicy a ksiądz opuścił konfesjonał,  czułem jego ciężki oddech i zmęczony krok jakby chciał powiedzieć “ale się na Ciebie naczekałem “.  Odmawiałem pokutę - Litanie do Serca Jezusowego- , nie miałem książeczki , ale na usta same cisnęły się słowa , które wypowiadał modlący się we mnie Duch Bożej Miłości , a łzy zmywały ze mnie całą moją dumę i pychę. To była najpiękniejsza Litania jaką mogłem usłyszeć .

Nazajutrz , krótko  po15 -tej rozpoczęła się modlitwa uwolnienia. Przebiegała bardzo spokojnie , nie było żadnych demonstracji demonów, lęków , nie było łez , bardzo chciałem ich uniknąć są dla mnie zbyt osobistym przeżyciem .
Bóg z niesamowitą delikatnością posługiwał się doświadczeniem i opanowaniem osób prowadzących to spotkanie . Było rzeczowe i logiczne odkrywanie grzechów i szukanie ich źródeł. Dwa tygodnie później spostrzegłem  w trakcie tzw. utrwalania owoców modlitwy uwolnienia (część III o Remigiusza Recława) ,że takie uświadamianie sobie grzechu i żal za grzechy nie ma służyć samobiczowaniu się,  ponizaniu czy lamentowaniu nad sobą. Ma przede wszystkim umacniać głębokie przekonanie , ze wszelka moc , siła,  zdolności , sukcesy jakie mogę osiągnąć to tylko te jakie  zdziała we mnie Chrystus, na którego w swej słabości się otwieram, w przeciwnym razie wszelkie moje zwycięstwa  , będą karmić pychę , a ta oddzielać będzie mnie od Boga .
Dalej w modlitwie było szukanie istoty wiary w bezgranicznie kochającego Ojca ,żeby oczyma jego Miłości zobaczyć swoje zranienia i tych ,który je zdali i także ich zranienia , bo zło którego się dopuścili też wynika z ich uwikłania - wtedy łatwiej się przebaczało , czułem że z każdym “wybaczam w imię Jezusa Chrystusa” przecinam jakiś ciąg cierpienia , bólu zniewolenia , gniewu zawiści  przekazywany z pokolenia na pokolenie.
To wyraźnie uświadamiało mi ,że jest bardzo konkretnie działający zły duch i w naszych sercach toczy się ciągła walka co wybrać i jest ona  naturalną konsekwencją Wolności jaką obdarował nas Bóg , bo tylko z takiej Wolności może narodzić się najprawdziwsza Miłość. I podobnie tutaj wyrzeczenie się zła wyrywało  się z samego dna serca , które pragnęło tej Wolności. 
Potem już szło  bardzo szybko , czułem jak  Chrystus zstępuje w wszystkie zakamarki uwolnionego serca , porządkuje je na nowo , i sam Bóg błogosławi odnawiając swoją deklarację Miłości ,że byłem i zawsze będę Jego umiłowanym Synem.

…. Mija miesiąc od mojej modlitwy kiedy piszę to świadectwo, emocje ucichły , to samo życie płynie dalej. 
Czy jestem wolny?   Na pewno nie jestem wolny od grzechu od pokus, natręctw, ale czuję , albo inaczej wierzę na tyle mocno , że zaczynam od nowa Jakbym się ponownie  ochrzcił. W odróżnieniu od pierwszego niemowlęcego Chrztu , jestem mądrzejszy o doświadczenie popełnionych błędów i świadomości istnienia zła , które czeka żeby mnie zniewolić i pokonać moją wolną wolę.   Moje serce jest jakby bardziej rozświetlone , widzę pozamykane drzwi , a raczej są to okna i wcale nie chcę ich zasłaniać , są okna , które pamiętam że były otwarte i te , których jeszcze nigdy nie otwierałem ,ale  nie czuje potrzeby żeby spróbować dotknąć tego co przez nie widzę, znam cenę tej próby.
Mój dom jest bezpieczny , bo to ciemne zło , które widzę , samo nie wejdzie przecież  okna otwierają się tylko od środka.
Mam tylko takie momenty kiedy  widząc to zło , które mnie przez lata zniewalało , wydaje mi się że ono dalej jest we mnie -ale to nieprawda -  tutaj  zwodzi mnie pamięć tych wszystkich lat , która kusi takim oszustwem , że ta modlitwa nic nie dała.
 Owszem jest pokusa , ale nie ma już zniewolenia bezwładnego  staczania się w ciemność. 

W sercu moim odnalazłem jeszcze drzwi , które trzymam szeroko otwarte , przez nie wlewa się Światłość Mojego Boga wszędzie wydaje się być jasno nawet w kącie gdzie stoi mój fotel z widokiem ,  ale kiedy w domu jest jasno to za oknami prawie nic już nie widać. 
Wierzę Chryste że uwolniłeś mnie od wszystkich moich zniewoleń , możesz teraz zająć więcej miejsca, w zasadzie możesz teraz zająć całe moje serce , a skoro jesteś Miłością to niech ono   spala się teraz z Miłości do tych , których tym sercem pragniesz kochać w powołaniu jakiego mi udzieliłeś. 
Amen
Eugeniusz.