Świadectwa 

Do zwrócenia się o pomoc do Domu Miłosierdzia zachęciła mnie moja przyjaciółka, która w ubiegłym roku uczestniczyła w Modlitwie 5 kluczy.Borykała się z takim samym problemem jak ja. Obie chorowałyśmy na depresję. Ona jest już zdrowa a ja choruję od 14 lat, moje życie skończyło się w wieku 26 lat, mam teraz 40. Depresja zabrała mi niemal pół życia.Chorowałam 6 miesięcy w roku. Co oznacza, że 13 lat spędziłam w łóżku. Ostatni epizod zaczął się w kwietniu ubiegłego roku. Całe 9 miesięcy w lęku, nie pomagały żadne leki, powoli eliminowano kolejne i kolejne leki. Stwierdzono, że moja depresja przemieniła się w lekooporną. Straciłam nadzieję na chociaż pół roku normalnego, zwykłego życia . Kiedy zdecydowałam się o zwrócenie o pomoc do Domu Miłosierdzia byłam w bardzo złym stanie. Miałam problem z wstawaniem z łóżka, pójście do toalety było jak wspinanie się na szczyt Mont Blanc.W ciągłym lęku, nic nie wzbudzało mojego zainteresowania. Uwielbiam książki, lecz w tym stanie nie byłam w stanie się skupić. Patrzyłam tylko w sufit. Nie odczuwałam przyjemności, chciałam zasnąć i nigdy się nie obudzić. Nie potrafiłam wykonywać zwykłych podstawowych czynności, nie mogłam pracować. Do Domu Miłosierdzia jechałam z myślami: "Na pewno nikt i nic nie jest w stanie mi pomóc" a moja wiara? tak "letnia", krucha wręcz mierna. Bałam się, "kogo tam spotkam? Mam się otworzyć przed zupełnie obcymi ludźmi?
Ależ wielkie było moje zaskoczenie. Spotkałam dwie przemiłe kobiety pełne ciepła, radości i jednocześnie spokoju.
Otworzyłam się! ja czująca totalną pustkę w głowie, zablokowana przez tak długi czas. Pomodliłyśmy się, nagle otworzyłam się, dużo płakałam ale jednocześnie czułam błogi spokój i ciepło, choć sala była chłodna, Jakie było moje zdziwienie "Nie mam lęku!, rozmył się. Po modlitwach czułam również radość, pierwszą od 10 miesięcy. Wróciłam do domu nadal bez lęku. Niestety następnego ranka powrócił, choć nie było dużej zmiany, zaczęłam powoli, małymi kroczkami wykonywać zwyczajne czynności nadal w lęku. Potrzebowałam jeszcze 2 spotkań zanim wydarzyło się coś najbardziej nieprawdopodobnego. Dzień po ostatnim spotkaniu obudziłam się bez lęku i z ochotą wstałam. Z ochotą wyszłam z psem, z ochotą wstawiłam pranie, które czekało na mnie od miesiąca. Wreszcie rozpakowałam walizkę, nie mogłam tego zrobić od powrotu ze Świąt Bożego Narodzenia. Poczułam wypełniającą mnie radość i jednocześnie spokój. Depresja minęła. Cieszę się ogromnie bo nie ma lęku, bo odzyskałam życie, bo zakochałam się w modlitwach.Ogromne DZIĘKUJĘ!!! Marioli i Danusi, za zaopiekowanie się mną, za cierpliwość, wstawiennictwo, za Waszą obecność, za cierpliwość, za zaangażowanie, za czas...
Moja wiara? urosła,i jestem pełna ufności, że każdego dnia będzie wzrastała jeszcze bardziej a ja będę nieustannie ją pielęgnowała.
CHWAŁA PANU!!!
Joanna, styczeń 2017